Wszystko możemy w tym, który nas umacnia. Uznajmy przed Bogiem nasze winy, aby udział w uczcie Chrystusa przybliżył nas do wiecznej uczty radości zbawienia.
Zaczerpnięto: www.liturgia.wiara.pl
Homilia ks. Kazimierza Kubata sds - zobacz
Zaproszeni nie byli godni …
Ileż to razy byłem zapraszany na Ucztę …..? Ileż to razy posyłał Pan do mnie swoje sługi z zaproszeniem? I jakoś zawsze znajdowałem wymówkę ……? Miałem zazwyczaj coś ważniejszego do zrobienia, byłem zmęczony, nie miałem czasu, albo po prostu mi się nie chciało … Na ponawiane zaproszenia reagowałem z coraz większym zniecierpliwieniem, tłumaczyłem innym i sobie samemu, że przecież jestem wolnym człowiekiem, że będę na to miał czas na starość, że niemiła Bogu przymuszona ofiara … itd., itp.Czy zdaję sobie sprawę, Komu ustawicznie odmawiam? Czy znajdując ustawicznie wymówki rzeczywiście wybieram to, co lepsze, to co ważniejsze, to co bardziej cenne …? Czy zdaję sobie sprawę, że ostatecznie nie zostanę zaproszony na tę najważniejszą ucztę w wieczności, a może zostanę uznany za niegodnego i z niej wyrzucony?
Bóg się nie męczy powianiem zaproszenia, ale też ustawicznie lekceważony nie będzie się napraszał i zmuszał nikogo. To ja sam decyduję czy zaproszenie przyjąć, czy też ej odrzucić i ostatecznie nie powinienem mieć pretensji do nikogo, kiedy nie znajdę się wśród ucztujących w Królestwie Niebieskim. Sam się o to napraszam i sam –lekceważąc ponawiane zaproszenia- skazuję się na „płacz i zgrzytanie zębów”.
Jak długo można sobie lekceważyć zaproszenie samego Boga …?
Bóg mnie ustawicznie zaprasza. Czemu stale Go lekceważę?
ks. Kazimierz Kubat
www.kazania.org

